W dniu 17 lipca 2025 r. w Urzędzie Gminy Biała Podlaska wizytę złożyła 14 – sto osobowa grupa Brazylijczyków – potomków osób, które na początku XX wieku wyemigrowały z terenów wchodzących w skład aktualnych granic administracyjnych gminy Biała Podlaska.
Spotkanie z Wójtem Gminy Panem Konradem Gąsiorowskim oraz Jego współpracownikami było dla potomków polskich imigrantów – niegdysiejszych mieszkańców ziem bialskich – wielkim przeżyciem, pełnym wzruszeń i sentymentalnych wspomnień.
Brazylijscy goście przybyli do nas ze stanu Parana, głównie z miast Kurytyba oraz Candido de Abreu. Dla niektórych z nich była to kolejna podróż do kraju przodków, natomiast najmłodsze pokolenie postawiło w tym miejscu swoją stopę po raz pierwszy.
Liderami grupy byli Marcelo i Willian Furman, prawnukowie polskich imigrantów, którzy przybyli do Brazylii na początku XX wieku, szukając lepszego życia. Obaj panowie są synami Leocadii Sawczuk Furman – osoby, dzięki staraniom której w latach 90 – tych XX wieku nawiązany został kontakt pomiędzy potomkami osób, które niegdyś wyemigrowały oraz tymi, które pozostały na tych terenach. Wspomniana Pani Leocadia, aktualnie bardzo zaawansowana wiekiem, ze względu na stan zdrowia, została w Brazylii. Trzeba zaznaczyć, iż jest to osoba posiadająca olbrzymi wkład w zachowanie i pielęgnowanie pamięci o Polsce, jej kulturze i historii, wśród Polonii brazylijskiej zamieszkującej głównie w stanie Parana oraz jego stolicy – Kurytybie. Warto wspomnieć, że jest Ona autorką licznych książek, artykułów i innych publikacji, a także twórcą i prowadzącą programów radiowych i audycji dla tamtejszej Polonii, inicjatorką licznych wydarzeń kulturalnych, jak również malarką i poetką. Została za to doceniona przez rząd Federacyjnej Republiki Brazylii.
Brazylijskim gościom ze strony polskiej towarzyszyła ich bialska rodzina tj. potomkowie rodziny Grytów (Pólko) i Miechowiczów (Biała Podlaska), pozostałej na tutejszych terenach. Obecnie to właśnie rodziny Krzysztofa i Agaty Gryta oraz Waldemara i Teresy Miechowicz – ze strony polskiej, oraz Marcela i Williama Furman – ze strony brazylijskiej, dokładają wszelkich starań, aby więź pomiędzy polską i brazylijską familią, a zwłaszcza najmłodszym pokoleniem, stale się umacniała.
W tym miejscu należy chociaż pokrótce przybliżyć i wyjaśnić, co było przyczyną emigracji ówczesnych mieszkańców bialskich ziem aż do dalekiej Brazylii.
Otóż, po zniesieniu niewolnictwa w roku 1889 rząd Brazylii stworzył odpowiednie warunki do przyjazdu i osiedlania się w tym kraju mieszkańców z wielu krajów Europy – brakującej siły roboczej na plantacjach kawy. W XIX wieku miała miejsce w Europie emigracja ludności na ogromną skalę. Miliony ludzi opuszczały swoje ojczyzny wyjeżdżając na odległe ziemie w poszukiwaniu lepszego życia. Istniało wiele czynników, które miały wpływ na decyzję o opuszczeniu rodzimych stron. Były to między innymi: niesatysfakcjonujące warunki życia, represje religijne i polityczne, wizja nadejścia wielkiej wojny (I Wojny Światowej 1914-1918), poszukiwanie nowego domu, okazja by kupić tanią ziemię lub nawet dostać ją za darmo (w przypadku rolników), pewność stałej pracy przy produkcji kawy. Wielu ludzi zdecydowało się stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom i trudnościom przemierzając Atlantyk, by dotrzeć do Ameryk.
W takim właśnie duchu, dziadkowie Leocadii Sawczuk Furman – Stefan i Maria Sawczuk – imigranci szukający lepszego życia, wyruszyli z Polski i w 1912 roku dotarli do Brazylii razem ze swoimi dziećmi. Jak pisała Pani Leocadia w jednej ze swoich książek tj. dwujęzycznej publikacji pt.: Os Filhos do Imigrante (tłum. Dzieci Imigranta, wyd. 2012), cyt.:
„Marzec 1912 roku. Sroga zima, charakterystyczna dla całej Europy, pokryła białym śniegiem każdy zakątek wsi Swory. Rodzina Dawida i Weroniki krzątała się w wilgotnym domu. Nadszedł wyjątkowy dzień! Nadzieje i obawy mieszały się w tych prostych ludziach – rolnikach. Jeden z ich synów – Stefan Sawczuk (ur. w 1873 we wsi Swory – zmarł w 1975 w Cândido de Abreu) odważył się pozostawić swoją ziemię, swoją ojczyznę – Polskę, decydując się na przygodę bez odwrotu. W podróż miał się udać ze swoją żoną – Marią, którą poślubił kilka lat wcześniej, i dziećmi – Adelką, Stasią, Julką, Stasiem i Wackiem. Mieli płynąć statkiem, którego celem była daleka i zupełnie nieznana ziemia. Niepokój i strach ogarniały ich umysły lecz szybko połączyły się z odczuciami wielkiej masy emigrantów, która wchodziła na statek, i wszelkie negatywne przeczucia minęły. Trzeba było jechać! Wszystko było już zaplanowane (…) Pożegnanie, któremu towarzyszyły silne emocje i wzruszenie. Łzy i objęcia, stanowcze słowa, które wyrażały uczucia, bowiem wszyscy zdawali sobie sprawę, że już nigdy więcej się nie zobaczą. W tej właśnie chwili Stefan i Maria Sawczuk rozdzielali się na zawsze z najbliższymi, ze wsią, która była świadkiem ich urodzin, ich dorastania i założenia rodziny. Świadkiem narodzin ich dzieci! I statek odpłynął zabierając wszystkich pasażerów. Później wszystko się skończyło. Żadna wiadomość nie dotarła do tych, których zostawili, dlatego, że rozpoczęła się wojna trwająca cztery lata (1914-1918).”.
W dalszej części książki Pani Leocadia, pisząc o pierwszych momentach, w których to poczuła, że właśnie narodziła się nadzieja na odnalezienie rodziny w Polsce, wspominała, cyt.:
„W 1992 roku dostał się w nasze ręce list z Europy, a dokładniej z Polski. Znaczki ze znakiem Orła Białego na czerwonym tle i inne – z wiejskim pejzażem i domem Fryderyka Chopina widocznym w dalszym planie były wielokrotnie stemplowane. Na kopercie widniał adres Ponta Grossa i, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, to ja byłam adresatem listu. Przez rok rzeczywiście mieszkałam w tym mieście. List bez nazwy ulicy, czy jakiejkolwiek innej bliższej identyfikacji, po prostu Leokadia Sawczuk – Ponta Grossa – Paraná – Brazylia dotarł do moich rąk.”.
Jednak nie tylko wspomnienia i historyczne losy emigrantów były poruszane podczas spotkania w Urzędzie gminy Biała Podlaska. Zważywszy na fakt, że w brazylijskiej rodzinie znaleźli się reprezentanci różnych zawodów – adwokaci, przedstawiciele zawodów medycznych, bankowości, nauczyciele oraz plantatorzy m.in. kawy i soi – tematów do rozmów i wymiany poglądów oraz doświadczeń nie brakowało.
Brazylijscy goście wykazywali bardzo duże zainteresowanie kwestiami dotyczącymi obecnych realiów życia mieszkańców obszarów gminy Biała Podlaska, jak i samego miasta. Nie brakowało porównań i odniesień do realiów życia w Brazylii. Jak przekazał następnego dnia po spotkaniu Waldemar Miechowicz wraz z synem Sebastianem, dla brazylijskiej rodziny spotkanie z Wójtem było radosnym i głębokim przeżyciem emocjonalnym gdyż, jak to określili „mogli spotkać człowieka, który obecnie zarządza obszarami, na których kiedyś mieszkali ich przodkowie”. Waldemar i Sebastian zdradzili, że bardzo miłe było to, gdy podczas odbywanych później rodzinnych spotkań brazylijscy goście podkreślali serdeczność i otwartość, z jaką zostali przyjęci przez Wójta. Na zakończenie prawie 1,5 – godzinnego spotkania Wójt dostał zaproszenie do Brazylii. Willian i Marcelo wskazywali, że podczas takiej wizyty Pan Wójt mógłby sam zobaczyć i doświadczyć, jak obecnie żyją potomkowie polskich imigrantów, którzy ponad sto lat temu opuścili okolice Białej Podlaskiej.